-

zenekkw

Mówię w imieniu drzew

Ten artykuł Mathisa to bardzo osobista i wzruszająca refleksja o ekologii, niszczeniu drzew i sposobach, w jakie ludzie w przeszłości traktowali środowisko przyrodnicze. Brak szacunku dla życia naturalnego i bezmyślne niszczenie drzew, które rosły od setek, a nawet tysięcy lat wprawia go w przygnębienie. Dowodzi on, że społeczeństwo, zwłaszcza w kulturach zachodnich, straciło szacunek dla środowiska, stawiając tymczasową wygodę lub zysk człowieka ponad długoterminowym zdrowiem ekologicznym.

Krytykuje również obecny ruch ekologiczny, twierdząc, że został on zawłaszczony przez interesy korporacyjne i elity polityczne, a dawny prawdziwy ekologizm, który koncentrował się na ochronie Ziemi i jej zasobów naturalnych, został zmarginalizowany na rzecz programów, które ostatecznie nie rozwiązują podstawowych przyczyn degradacji środowiska. Mathis opowiada się za głębszym, oddolnym podejściem do ochrony Ziemi. 

W moim mieście rządzący też mają „na pieńku” z drzewami, zarówno starymi jak i młodymi. Wynajęta przez ratusz ekipa wycina i przycina kompletnie bez sensu, powodując furię bezradnych mieszkańców. Jakiś czas temu wycięto wszystkie drzewa na zabytkowym ryneczku przed ratuszem, plac wybetonowano i na środku wybudowano fontannę. Ostatnio przymierzają sie do wycięcia około 40 drzew w parku pod budowę tężni. 

Jest nadzieja, że tężnia nie powstanie, bo z kasą miejską nietęgo, ale drzewa pewnie znikną.

 

 

 

Mówię w imieniu drzew

autor Miles Mathis

Pierwsza publikacja 25 kwietnia 2023 r.

 

Moja ulubiona książka Dr. Seussa to The Lorax, a ja dziś będę kontynuował jego kazanie. Jeśli nie wiesz, Lorax to uroczy, puszysty mały stworek z wąsami jak u morsów, który wyskoczył z pniaka i przemówił w imieniu drzew w 1971 roku. Można by pomyśleć, że wszyscy ekolodzy będą go kochać, ale to nie jest prawda. Weźmy na przykład Emmę Marris, która, podobnie jak ja, pochodzi z UT Austin.  W 2011 roku, z okazji 40-lecia Loraxa, zdegradowała go jako ponurą małą "parodię mizantropijnego ekologa". Więc już ją rozpracowaliśmy: to osoba wynajęta przez miliarderów, którzy przejęli ruch ekologiczny w 1970 roku, kiedy zaczęli tak zwany Dzień Ziemi. Powinni byli nazwać go Dniem Ukrytych Kupców. Marris wygłasza wykłady TED i pisze dla Nature, więc wiemy, że nie jest tym za kogo się podaje. Nature również powinno zmienić nazwę: może na Anti-Nature? Denaturalizowani? Miesięcznik Kłamców?

 

Ludzie tacy jak Marris byli mocno promowani w ciągu ostatnich kilku dekad, a pomysł polegał na tym, że rozłam w ekologizmie jest pomiędzy tradycyjnymi „ponurymi” ekologami, którzy stali się niepopularni przez swoje przestarzałe ostrzeżenia, a nowym pokoleniem bardziej inkluzywnych ekologów, takich jak Marris, którzy chcą budować sojusze. Wszystko to typowa obrzydliwa propaganda, bo ci nowi ludzie nie są ani nowi, ani inkluzywni, ani nic innego. W rzeczywistości nie są nawet ekologami. To tylko zakamuflowani najeźdźcy, którzy nazwali siebie ekologami, podczas gdy są finansowani przez wielki biznes, który płaci im pod stołem. Każdy, kto ma choć odrobinę przenikliwości, może to stwierdzić w ciągu 30 sekund. Ja mam więcej niż uncję przenikliwości, jak wiecie, i zajęło mi to dziesięć sekund, aby zdiagnozować Marris. Jej jedno zdanie o Loraxie wystarczyło, choć muszę ci powiedzieć, że sprawdziłem to bardziej szczegółowo, by potwierdzić moje początkowe odczucia. Miałem rację, jak się przekonasz, jeśli przeprowadzisz własne badania na jej temat. Jak ona upada, tak upadają wszyscy, którzy mówią to samo, co ona.

W każdym razie, powinienem powiedzieć wam, jak doszło do tego, że zająłem się tym artykułem. Pamiętacie, że niedawno przypomniałem moim czytelnikom o Matce Lasu[1], gigantycznej sekwoi liczącej 2500 lat, która została zamordowana w 1853 roku przez poszukiwaczy złota i „naukowców”? Jej smutny kikut znajduje się około dwóch godzin od miejsca, w którym obecnie mieszkam. Zarówno ona, jak i Drzewo Odkryć[2], dwa największe drzewa w Stanach Zjednoczonych, zostały z premedytacją zamordowane na potrzeby wystawy w nowojorskim Pałacu Kryształowym. Oba były wyższe i szersze niż Drzewo Generała Shermana – największe żyjące drzewo na świecie[3].  Więc zabiliśmy największe i najstarsze istoty żyjące… bez powodu. Po prostu dlatego, że mogliśmy. Istniały od czasów Platona i zostały dosłownie zabite na potrzeby turystyki. Albo żeby turyści z Nowego Jorku nie musieli jeździć do Kalifornii. Leniwa turystyka: przywieźcie wielkie zamordowane rzeczy do mnie, żebym mógł podziwiać ich masywne zwłoki.

 

Na zdjęciu z 1939 roku dąb Treaty Oak w Austin w Teksasie stoi niedaleko zachodniego brzegu rzeki Kolorado. Uważa się, że ma prawie 600 lat. Three Lions/Hulton Archive/Getty Images

 

Można by pomyśleć, że wyciągnęliśmy wnioski z tej strasznej akcji, ale nie. Mniejsze przypadki tego mają miejsce codziennie, nawet teraz. Kiedy mieszkałem w Austin, osobiście byłem tego świadkiem wiele razy: raz przyznawali, że to było przestępstwo, a innym razem, że nie. Dąb Traktatowy[4] ,,jeden z największych i najstarszych dębów w Stanach Zjednoczonych, słynący z doskonałej korony, został w 1989 roku celowo zatruty przez szalonego człowieka w ramach zaklęcia czarnoksięskiego. Przeżył, ale stracił dużą część swojego baldachimu. „Wandal”, Paul Cullen[5], został skazany na dziewięć lat, ale odsiedział mniej niż trzy. Jednak Dąb Traktatowy wygrał tę bitwę, bo Cullen już nie żyje, a on wciąż rośnie i produkuje żołędzie.

 

Jeszcze gorszym w mojej opinii był okrutny mord wielu bardzo starych drzew bawełnianych przy basenie Deep Eddy w zachodnim Austin, ponieważ żadne z nich nie przeżyło tego ataku. To naturalne źródlane kąpielisko, podobne do Barton Springs, ale mniejsze. Chodziłem tam bardzo często w latach 80. i 90. Było to magiczne miejsce, a dużą częścią tej magii były te gigantyczne drzewa bawełniane. W około 2000 roku powiedzieli im, że ludzie na dole są zagrożeni opadającymi gałęziami, więc zamiast zatrudnić kogoś do przycięcia martwych gałęzi, po prostu ścięli wszystkie. Poszedłem tam raz potem i płakałem z powodu zniszczeń. To było straszne. Nie tylko zabrakło cienia, ale cała magia zniknęła. To miejsce wyglądało jak cmentarz. Nikt nie został oskarżony za tę zbrodnię, a powinien.

 

Zanim się wyprowadziłem, mieszkałem w jednej z najstarszych dzielnic Austin, zwanej Tarrytown. Naprzeciwko mnie mieszkała starsza pani o imieniu Jean Baldwin i zwykłem ją odwiedzać i rozmawiać. Znała wszystkich i opowiadała mi wszystkie historie z dawnych czasów. W jej ogrodzie stało ogromne stare drzewo, chociaż nie wiem, jakiej było gatunku. To nie był dąb. Miałem dwa bardzo stare dęby w swoim ogrodzie, stojące jako bliźniaczy strażnicy przy drodze. Ale jej drzewo było znacznie większe, jego korona pokrywała cały jej dom i ogród. Często komentowaliśmy, jak piękne i zdrowe było. Była z niego bardzo dumna. Ale około 2000 roku zmarła, a dom musiał zostać sprzedany. Nikt z jej rodziny go nie chciał. Pierwszą rzeczą, jaką zrobili nowi właściciele, było ścięcie tego drzewa, bo nie podobało im się, że zrzuca liście na dach. Nie mogłem uwierzyć w tę głupotę i powiedziałem im to, zanim się wyprowadziłem. To drzewo miało setki lat i było tam na długo zanim zbudowano dom. Było tam zanim powstało Austin. Ale ci kretyni ścięli je, bo zrzucało liście.

 

W roku 2000 przeprowadziłem się z Austin do Amherst w stanie Massachusetts, ale nie udało mi się uciec od idiotów mordujących stare drzewa bez powodu. Ratusz i najstarsze budynki otaczają „zieloną strefę”, czyli park miejski. Znajduje się w nim wiele pięknych starych klonów. Jednak najbardziej niezwykłe drzewo w tej części miasta znajdowało się przed kościołem: ogromny stary kasztan o potężnym pniu i powyginanych gałęziach. Wiele razy wspinałem się na jego najniższe konary, a nawet zabrałem tam jedną z moich młodych modelek[6] na sesję zdjęciową. Kiedy fotografowałem ją na drzewie, wyszedł jeden ze starszych członków kościoła i próbował nas przepędzić, grożąc wezwaniem policji, ale kazałem mu się wypchać. Mniej więcej rok później jakiś głupi arborysta[7] złożył doniesienie do władz miasta, twierdząc, że spadające gałęzie stanowią zagrożenie dla przechodniów na chodniku. Zamiast więc przyciąć martwe gałęzie, bezlitośnie zamordowali to stare drzewo, usuwając najpiękniejszy element tamtej okolicy i pozostawiając po nim tylko smutną lukę w historii miejsca. Znałem faceta, który pracował w tym kościele jako organista, i zwróciłem mu uwagę na tę tragedię, ale spojrzał na mnie jak na wariata. Dla niego ryzyko upadnięcia gałęzi było ważniejsze niż całe piękno i historia tego drzewa. Nikt nie mógł przemówić w jego imieniu, więc nie miało żadnych praw. Rzeczy mające pięćset lat nie zasługują już na naszą uwagę. Nie domagają się szacunku.

 

Widzę to samo tutaj w Kalifornii, gdzie można by się spodziewać, że będą rządzić „przytulacze drzew”. Nic z tego. Tak jak wszędzie indziej, tutaj też rządzą głupcy. Firma PG&E nie ma obowiązku brać pod uwagę wieku czy piękna drzewa przy decydowaniu, co trzeba wyciąć. Jeśli może zagrozić linii energetycznej – idzie pod piłę. Na moim podwórku jest bardzo duża sosna, która zapewnia bardzo potrzebny cień. Ale ponieważ znajduje się w zasięgu linii, oznaczono ją jako „możliwą do wycięcia”. Ich młody arborysta powiedział mi, że drzewo umiera lub już obumarło, bo końcówki są brązowe. Zasugerowałem mu, że może to mieć coś wspólnego z suszą i faktem, że mieszkamy na szczycie wzgórza. Udało mi się go „zahipnotyzować” (to nie jest to drzewo, którego szukasz) i ocaliłem drzewo na razie, ale kto wie, co się stanie, gdy się wyprowadzę.

 

Moim zdaniem wszystko to wynika z naszego błędnego wychowania i braku edukacji o naszym miejscu w świecie jako ludzi. Autochtoni nie uczyli swoich dzieci, że są lepsze od innych form życia i mogą je niszczyć bezmyślnie – ale my tak. Stworzyliśmy hierarchię, w której jesteśmy na samym szczycie, a wszystkie inne zwierzęta znajdują się daleko pod nami i nie mają znaczenia duchowego. Drzewa i inne rośliny są jeszcze niżej, a ledwie przyznajemy, że są żywe. Widać to nawet u wegan i wegetarian, z których wielu zdaje się uważać, że istnieje zasadnicza różnica między zabiciem zwierzęcia a zabiciem rośliny. Nie twierdzę oczywiście, że nie powinniśmy jeść roślin, wskazuję tylko na podstawową nielogiczność takiego postępowania. Rośliny są żywe i nie powinny być zabijane bezmyślnie, tak samo jak zwierzęta. To właśnie ta bezmyślność mnie oburza.

 

Uważamy, że jesteśmy tacy ważni dla Boga czy Natury, ale sugeruję,  że Bóg i Natura mogą to widzieć inaczej. Oto coś, o czym być może nie pomyślałeś, a czego nawet Lorax nie powiedział w obronie drzew. Patrząc z perspektywy Natury, wydaje się, że bardziej lubi drzewa niż nas, skoro dała im dłuższe życie. Co znaczy, że w jej oczach możesz być bardziej zbędny niż drzewo. Gdyby miała wybierać między tobą a drzewem, wybrałaby drzewo. Wydaje się to oczywiste, jeśli się nad tym zastanowić: chce, byś żył około 80 lat, podczas gdy drzewo – 2000 lub więcej. Jeśli drzewo, które miało żyć 2000 lat, zostanie ścięte po 1000, to tracimy 1000 lat recyklingu powietrza i wody. Jeśli umrzesz w wieku 40 lat, to tracimy 40 lat zatruwania środowiska chemikaliami i plastikiem. Widzisz więc, dlaczego Natura mogłaby wybrać drzewo zamiast ciebie.

 

Przyznaję, że jest to najbardziej „ponury” sposób ujęcia tego, ale szczerze mówiąc, ludzie potrzebują kopa w gacie i cukrowanie tego nie przyniesie nikomu nic dobrego. Powiecie, że brzmię jak Greta Thunberg, ale tak nie jest. Ona sprzedaje wam fałszywy ekologizm, dzięki któremu bogaci mogą się wzbogacić, sprzedając nam więcej udawanych programów łagodzenia skutków, ale to nie znaczy, że nie było i nie ma prawdziwego ekologizmu, który zajmuje się prawdziwymi problemami. Problemem nie jest globalne ocieplenie i nie rozwiążą go wyższe podatki. Problemem są zanieczyszczenia chemiczne i plastikowe, degradacja środowiska, niszczenie siedlisk i rabunkowe rolnictwo.

Żadnego z tych problemów nie rozwiążą podatki, kredyty węglowe ani żadne podobne wynalazki. Rozwiąże je dopiero całkowita przebudowa naszych praw i zwyczajów. Rząd nie musi wydawać bilionów – wystarczy, że uchwali rozsądne prawa i zacznie je egzekwować. Mamy już wystarczająco dużo funkcjonariuszy, trzeba ich tylko przekierować z nękania chrześcijan, heteroseksualnych mężczyzn i biednych ludzi – na nękanie bogatych trucicieli.

 

I żebyście wiedzieli, numerem jeden wśród trucicieli w USA nie są drzewa (pamiętajcie, że Reagan powiedział, że drzewa zanieczyszczają więcej niż samochody). Największym trucicielem jest sam rząd, a wojsko to najgorszy z najgorszych.

 

Napisałem ten artykuł nie tylko po to, by przemówić w imieniu drzew, ale by przypomnieć wam o czym naprawdę jest ekologizm. Współczesny ruch „zielonych” został przejęty przez przemysł i celowo zdeprawowany – po to, by oczernić dawny ruch i ochronić sprawców przed odpowiedzialnością. Ekologizm był infiltrowany  już od ponad pięćdziesięciu lat, wykorzystując tysiące agentów takich jak Marris do szerzenia zamętu, torpedowania ustawodawstwa i zagłuszania prawdziwego ekologizmu fałszywym ekologizmem – tym od globalnego ocieplenia, kredytów węglowych, gigantycznych wydatków i niszczenia klasy średniej. Nowy ekologizm nie jest ekologizmem wcale – to kolejny element totalnej wojny klasy wyższej z klasami niższymi. Rozumiem więc, dlaczego możesz go nie lubić. Ale pamiętaj – istnieje prawdziwy ekologizm, który uczy opieki nad Ziemią, i nie powinieneś się wstydzić nazywać ekologiem tego rodzaju.

 

Możecie powiedzieć, że musimy wymyślić nowe słowa na te rzeczy, ponieważ stare słowa zostały nam skradzione. Ale ja się z tym nie zgadzam. Słowa były dobre takie, jakie były, i musimy je odzyskać. Wiem, bo zetknąłem się z tym najpierw w sztuce, gdzie realiści mojego pokroju mówili w latach 90., że słowo "sztuka" zostało nam skradzione i przedefiniowane, i że musimy wymyślić nowe słowo na to, co robimy. Słynny norweski realista Odd Nerdrum powiedział, że powinniśmy przyjąć słowo „kicz” jako zamiennik dla „sztuki”, ale to był najgorszy możliwy pomysł, bo „kicz” to termin obraźliwy. Powiedziałem wtedy - i miałem rację - że słowo „sztuka” należy do nas, bo to my jesteśmy prawdziwymi artystami, i że to moderniści muszą wymyślić nowy termin, a nie my. To, co oni robili, nie było sztuką według starej definicji, więc to ich problem, nie nasz. Zaproponowałem im kilka adekwatnych terminów, zaczynając od „śmieci” – i choć nigdy ich nie przyjęli, szersza publiczność już tak. Większość ludzi wie, że sztuka nowoczesna to nie sztuka, więc to, jak ci oszuści nazywają siebie i swoje wytwory, nie ma znaczenia.

 

Podobnie jest ze słowami „liberalizm” i „ekologizm”. Ta sama grupa ludzi odwróciła definicje tych słów w XX wieku, a od ludzi takich jak ja oczekiwano, że staną się „konserwatystami” i „antyekologami”. Ale jak ze wszystkim innym, odmówiłem pójścia tą drogą. Nie zmieniam się, by dopasować się do garniturów. Stare definicje tych słów były dobre, a ja nie zmieniłem się ani o jotę od połowy lat 70-tych, kiedy zacząłem myśleć o tych sprawach. Nie zamierzam więc zmieniać poglądów na rozkaz propagandystów. Mogą sobie wypchać wszystkie swoje społeczne bajania i gierki umysłowe. Jestem przeciwnikiem pazernej klasy rządzącej, więc jestem liberałem i nim pozostanę – zwłaszcza że klasa rządząca staje się coraz bardziej zachłanna. Jestem za ochroną Ziemi i jej stworzeń przed chciwą klasą rządzącą, pazernymi handlarzami i nieokrzesanym wojskiem, więc jestem ekologiem. Dlaczego nie przyłączysz się do mnie?

 

*Powiedziano mi, że drzewo General Sherman chciałoby zmienić nazwę – i to nie na człowieka, który był znanym dupkiem i zbrodniarzem wojennym. Powiedziano mi też, że Tecumseh chciałby, by jego imię usunięto z imienia Shermana, z tego samego powodu. To właśnie Sherman autoryzował masakrę niewinnych Indian w Washita dokonaną przez Sheridana, a także sfingowane procesy Satanty i Big Tree. To, że Sherman nosił imię indiańskiego wodza, jest obrzydliwe ponad miarę. Jeśli ktoś zasługuje na to, by jego pomniki usunąć i przetopić – to właśnie Sherman.

 

[1] https://en.wikipedia.org/wiki/Mother_of_the_Forest

[2] https://en.wikipedia.org/wiki/Discovery_Tree

[3] https://en.wikipedia.org/wiki/General_Sherman_Tree

[4] https://en.wikipedia.org/wiki/Treaty_Oak_(Austin,_Texas)

[5] https://edition.cnn.com/2020/08/30/us/treaty-oak-gbs-great-big-story-trnd

[6] https://mileswmathis.com/asia.html

[7]  https://tiny.pl/10bnr0b7

 

 

 



tagi: ziemia  ekologia  fałszywy ekologizm 

zenekkw
26 października 2025 20:50
5     618    2 zaloguj sie by polubić

Komentarze:

OjciecDyrektor @zenekkw
26 października 2025 21:31

Sorry, ale drzewa i w ogóle rośliny to rzecxy użytkowe. Mnie oburza jedynie brak estetyki, jeśli takowa pojawia się po wycińce. A nie jest tak, że każda wycinka pociąga za sobą brak estetyki.

Więc trzeba bronić się przed fetyszem. Jeśli drzewo jest źródłem/siedliskiem jakiś szkodników, to dlaczego go nie wyciąć? Zwłaszcza jak z tskich drzew spadają setki ptasichbkup i całe otoczenie drzewa/drzew jest zapaskudzone totalnie.

W lesie wycinki są tez różne. Mniecsięcpodobają tskie punktowe wycinki, czyli wycina się co 10-te drzewo lub co 20-ste. I krajobraz w zasadzie się wcale nie zmienia.

Generalnie mam wrażenie, że autor jest egzystencjalistą, a to gorsze niż śmierć.

zaloguj się by móc komentować

Zdzislaw @OjciecDyrektor 26 października 2025 21:31
27 października 2025 13:16

Rzekłbym, że autor jest w gruncie rzeczy socjalistą, tylko takim "niedopowiedzianym". No bo cóż on postuluje. Generalnie ochronę wszystkich starych drzew. Dopuszcza zapewne wyjątki, choć o tym nie wspomina. Ciśnie się nawet na usta bardziej dosadne określenie - faszysta lub bolszewik. No bo jakże inaczej nazwać kogoś, kto zwala na biednych ludzi, "posiadaczy" jakiegoś wyjątkowego drzewa, niekoniecznie 500-letniego, troskę o zachowanie przy życiu obiektu, który zagraża jego domowi i jemu samemu. Oczywistą  konsekwencją takiego podejścia jest konieczność "upaństwowienia" tego rodzaju drzew i powierzenia ich "opiece" państwowego urzędu, chociaż - znowu - autor takich konkluzji nie proponuje. Nie wnika też  w szczegóły procesu upaństwowiania, co jak dobrze wiadomo - niesie za sobą liczne komplikacje ekonomiczno-finansowwe i społeczne. Zakłada zapewne - choć znowu musimy zgadywać jego intencje w tej materii - że "dobry" urząd jest dobry na wszystko i wszystko "dobrze" załatwi. A wiemy przecież, że tak nie było, nie jest i być nie może, jako że sprzeczne jest z naturą ludzką, grzeszną i słabą.

Przypomnę może tylko casus grobu wybitnego Polaka, omawiany tu jakiś czas temu na SN, gdzie jakieś nędzne (choć okazałe) drzewo-dziczka, zapewne topola, wyrosłe na tej mogile, było doskonałym pretekstem dla "konserwatorów zabytków" (a może "ekologów") do uniemożliwienia prywrócenia tej mogile przyzwoitego wyglądu. 

zaloguj się by móc komentować

Perseidy @zenekkw
27 października 2025 19:38

Miles Mathis jest ciekawą postacią, taki człowiek orkiestra. W eseju o malarstwie rzuca wyzwanie całemu środowisku (sam będąc świetnym malarzem) wzywając do szacunku dla piękna i przywrócenie mu należne miejsce w sztuce.

Wydaje mi się, że komentatorzy nie do końca zrozumieli jego przesłanie. On nigdzie w tym tekście nie staje w obronie takich drzew, które zagrażają człowiekowi, a jedynie uczula na problem fałszywych ekologów finansowanych przez wielkie korporacje i zachęca do zdrowego podejścia do środowiska, w którym żyjemy. Bez przegięć.

Bezmyślne wycinanie drzew i betonowanie placów to istna plaga rónież w moim mieście.

 

zaloguj się by móc komentować

zenekkw @Perseidy 27 października 2025 19:38
28 października 2025 18:08

Dziękuję za przeczytanie i rzeczowy komentarz. 

zaloguj się by móc komentować

BTWSelena @Perseidy 27 października 2025 19:38
29 października 2025 09:16

Komentatorzy doskonale rozumieja Milesa przesłanie.Ten geniusz spiskowy edukuje się przecież.

Rzeczywiście,nie staje w obronie drzew,ale uświadamia nam czym jest współczesny ekologizm,jakbyśmy nie wiedzieli o tym...Przecież musi być lepszy niż sławna Grecia.Suma sumarum ładne tłumaczenie,które trafia w serduszka obrońców przyrody i natury.

No proszę w tłumaczeniu" Największym trucicielem jest sam rząd, a wojsko to najgorszy z najgorszych."--- w sam raz odkrył jak Kolumb Amerykę, chociaż początkowo wylądował na Karaibach.

Czy ta konstatacja zmienia nasze poglady o "trucicielach"rządowych i jest odkrywcza?... Na Boga nie!.

zaloguj się by móc komentować

zaloguj się by móc komentować